-Saro przepraszam, że informuje cię o tym dopiero teraz, ale wcześniej jakoś zapomniałam. Jutro jest bankiet z okazji otwarcia nowej fundacji. Masz tam być i zebrać jakieś informacje. Dzisiaj masz wolne.
-Oczywiście pani Rosel- powiedziała kobieta i wróciła do domu.
Wyjęła swój pamiętnik i zaczęła go przeglądać.
Ostatnio wokół niej dzieją się dziwne rzeczy. Chciała odejść z pracy, ale jej wymówienie i bilet do Nowego Jorku nagle zniknęły, właściciel mieszkania dał jej 2 dni na opuszczenie go, straciła kontakt z rodzicami, a jaj najlepsze przyjaciółki zaczęły ją unikać.
Każdy normalny człowiek na jej miejscu by się załamał, ale nie ona. Ona jest inna, ale jeszcze o tym nie wie.
Położyła się na łóżku.
Skoro nic mi się ostatnio nie udaje, to może to zakończę. Przyjaciele mnie zostawili, rodzice urwali ze mną kontakt, chłopak mnie zostawił, za dwa dni nie będę miała gdzie mieszkać i jeszcze mam pracę której nie lubię.
Po chwili wstała i udała się w stronę łazienki. Nalała wody do wanny i gdy była prawie pełna weszła do niej w ubraniu.
Leżała pod wodą kilkanaście sekund, aż nagle w łazience pojawiła się kobieta o rudych włosach. Wzięła Sarę na ręce i zaniosła do sypialni. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała z wyrzutem na rudowłosą.
-Skąd się tu wzięłaś? Nagle przypomniałaś sobie o moim istnieniu?-zapytała ochrypłym głosem
-Nigdy o tobie nie zapomniałam, po prostu musiałam na chwilę usunąć się w cień - odezwała się z uśmiechem. - Spotkajmy się dzisiaj o 18.10 pod kościołem. Czekaj na Elizę o 17.55 tam gdzie zawsze-to powiedziawszy wyszła i pozostawiła Sarę samą sobie.
O 17.50 dziewczyna wyszła z domu i udała się do kawiarni gdzie miała czekać na przyjaciółkę.
Dziewczyna pojawiła się o wyznaczonej porze, ale nie była sama. Obok niej stał przystojny brunet o niebieskich, zamglonych oczach.
-Hej!- powiedziała i pocałowała Sarę w policzek- To mój kuzyn Matt. Nie mogłam go zostawić samego. Wiesz dopiero przyjechał.
-Cześć! Miło mi cię poznać- powiedziała brunetka i podała nieznajomemu rękę.
-To co idziemy do Jane, pewnie już na nas czeka- oznajmiła Eliza i ruszyli w wyznaczone miejsce.
-Siema!- przywitała się Jane-Matt wszystko gotowe?-zwróciła się do chłopaka
-Oczywiście
-Saro napij się soku- powiedziała Eliza wyjmując butelkę z torebki i wcisnęła ją w rękę dziewczyny.
-Ale mi się nie chce pić-zaprotestowała
-Pij-powiedziała i nalała jej płyn do ust. Dziewczyna nagle straciła przytomność i Matt wziął ja na ręce, po czym cała trójka wraz z nieprzytomną dziewczyną udali się do podziemi kościoła...
~...~
Rozdział bardzo krótki, mojego autorstwa.
Nie jestem z niego zbytnio zadowolona, ale początki zawsze są najtrudniejsze
Pozdrawiam
Marlena ;)
Czekam na kolejny! ;)
OdpowiedzUsuńNo super, super, niech się rozkręci :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Lúthien ;*
Dodaję do obserwowanych :)